Black Market - czyli, gdzie Kenijczycy robią zakupy
- Karolina Błażejczyk
- 29 paź 2025
- 2 minut(y) czytania
Kenia kojarzy się większości z nas z safari, oceanem i zapierającymi dech w piersiach krajobrazami. Ale codzienne życie mieszkańców tego kraju to także bardzo barwny świat handlu – głośny, kolorowy i pełen zapachów. Kenijczycy robią zakupy zupełnie inaczej niż Europejczycy. I choć w Nairobi czy Mombasie nie brakuje nowoczesnych centrów handlowych, prawdziwe serce handlu bije na tzw. „black markets” – czarnych rynkach, czyli lokalnych bazarach, gdzie można kupić dosłownie wszystko.
Handel przydrożny również kwitnie - właściwie podzieliłabym to na małe sklepiki, które bez trudu znajdziecie nawet niedaleko hoteli w których można kupić najbardziej potrzebne rzeczy, np. owoce, warzywa, jajka, mąkę na ugali, wodę, czasami jakieś małe opakowania ciastek, napoje, itp. (zawsze znajduje swój ulubiony sklepik w pobliżu miejsca, w którym się zatrzymuję i robię tam zakupy. Uwierzcie, że zawsze dostaje najlepsze mango, pomidory spod lady, czasami jakiś mały gratis. Zawsze z uśmiechem i dużą wdzięcznością. Ceny niższe, niż w marketach i dodatkowo w taki sposób najprościej wesprzeć lokalny, mały biznes prowadzony przez kenijczyków.
Kolejne miejsce na lokalne zakupy to targi - black markety. To miejsca totalnie szalone, na których można kupić absolutnie wszystko: ubrania, warzywa, owoce, rzeczy do domu żywą kurę - ceny najniższe jakie gdziekolwiek spotkałam w Kenii, odzież z drugiej ręki (tzw. mitumba), elektronikę, a nawet części samochodowe. Dla wielu Kenijczyków to codzienność – tu zaopatrują się w ubrania, jedzenie i sprzęt domowy, często za ułamek ceny sklepowej.
Mitumba – drugie życie ubrań
Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów kenijskiego rynku jest handel używaną odzieżą. Mitumba (z suahili: „pakunki”) to ubrania sprowadzane głównie z Europy, Azji i Ameryki. Trafiają do kraju w wielkich belach, które następnie rozdziela się pomiędzy drobnych sprzedawców.To właśnie w mitumba-shops Kenijczycy szukają modnych i niedrogich ubrań – od markowych dżinsów po designerskie torebki. Często można trafić na prawdziwe perełki, a targowanie się to wręcz rytuał.
W moim eBooku znajdziecie informacje jak trafić na black market lub targ w Ukundzie.
Atmosfera tych miejsc jest totalnie lokalna, niewielu turystów tutaj trafia. A ja wciąż uważam, że tylko tak można poznać prawdziwy klimat i oblicze Kenii, zobaczyć coś więcej niż oferują katalogi z wycieczkami.
Spacer po kenijskim bazarze to doświadczenie wszystkich zmysłów: krzyki sprzedawców, muzyka z pobliskich głośników, zapach przypraw i gotowanych potraw. Targi to także miejsca spotkań, wymiany informacji i lokalnych plotek.













Komentarze